Przejdź do głównej zawartości

O uzależnieniu od alkoholu (2)

 Dlaczego lubimy alkohol i co robi on z naszym mózgiem?

Wiemy już, że alkohol jest z nami od dawna – odkryty zapewne przypadkowo, kiedy ktoś zjadł sfermentowane owoce na wzór zwierząt, które je jadły i nie padły – i poczuł się... no właśnie, jak?

Według niektórych badań nawet niemal 97 mężczyzn i prawie 95% kobiet odczuwa... szczęście i zadowolenie podczas picia alkoholu. Wiąże się to głównie z substancjami, które nazywamy neuroprzekaźnikami: dzięki nim neurony mogą się komunikować, modulując resztę organizmu, w tym zachowanie człowieka.

Alkohol, czyli w naszym przypadku etanol, wpływa na aktywność neuronów związanych z mezolimbicznym szlakiem dopaminergicznym. Wyjaśnijmy sobie to pojęcie, bo przyda się nam jeszcze nie raz.

Jednym z najbardziej „wrednych” układów w naszym mózgu jest układ nagrody i to właśnie w nim dopamina odgrywa tak ważną rolę. W teorii służy nam do powtarzania bodźców dających satysfakcję (w postaci odpowiednich neuroprzekaźników stymulujących właściwe hormony na przykład), takich jak... no przecież nie ścielenie łóżka o poranku! O ile rzeczywiście zadaniem układu nagrody jest sprawianie, że postępujemy tak, by przeżyć w dobrym zdrowiu i samopoczuciu, uczyć się, osiągać sukcesy, mieć motywację, to ma on swoją ciemną stronę: wciąga nas również w niedobre dla nas zachowania, które jednak bardzo lubi nasz mózg (który nie jest w stanie do końca rozpoznać, skąd bierze się bodziec aktywujący neurony dopaminergiczne: czy z pozytywnego wpływu dobrze wykonanego zadania, czy też może ze szklanki piwa). 

Krótko mówiąc: picie alkoholu sprawia, że zalewa nas dopamina, więc lubimy tę czynność powtarzać. Niestety z czasem tej dopaminy jest mniej i mniej, więc pijemy więcej – i nie muszę chyba wyjaśniać, czym się to kończy.

Taka aktywacja neuronów ma też drugą stronę medalu: kiedy przewidywany bodziec się nie pojawia, aktywność neuronów spada, co prowadzi do zespołu odstawiennego, zwanego też zespołem abstynencyjnym.

Zespół odstawienny nie jest „tylko w głowie” chorego, choć ma w niej swoje źródło: to fizjologiczne reakcje spowodowane obniżeniem stężenia kortyzolu, dopaminy i adrenaliny. Jeśli do głowy przychodzi Wam drżenie rąk osoby uzależnionej, to właśnie jest to jeden z objawów zespołu odstawiennego. Do pozostałych należą bóle mięśni, zwiększona potliwość, zaburzenia rytmu serca, nudności, wymioty, a także – w cięższych przypadkach – omamy i utrata świadomości. To jeden z czynników powodujących, że tak trudno w pewnym momencie odstawić alkohol: wszystkie te zaburzenia znikają po wypiciu kolejnej dawki. Częstą praktyką niegdyś w szpitalach było po prostu podanie pacjentowi szklanki wódki. 

banana

Jeśli oglądacie seriale medyczne, to na pewno rzucił Wam się w uszy termin „banana bag”. Jest to często podawany środek, który ma zapobiegać zespołowi Wernickego-Korsakowa oraz drgawkom. Co prawda skuteczność takich wlewów nie jest potwierdzona, ale podaje się je standardowo. Zawierają tiaminę, dekstrozę, witaminę B12, kwas foliowy i multiwitaminy (stąd kolorek).

Wróćmy do dopaminy i pozostałych czynników, przez które lubimy alkohol.

Neuronów dopaminergicznych mamy stosunkowo mało (szacuje się, że jest ich około 400 000). Te, które budują szlak mezolimbiczny, regulują naszą motywację i emocje, a związane z nimi na przykład kwestie to odczuwanie przyjemności, ale też omamy. Nietrudno zgadnąć, że jeśli etanol wpływa właśnie na ten szlak, to wpływ ten może powodować obie reakcje, i tak się właśnie dzieje z czasem u osób nadużywających alkoholu. Pozostałe neurony układu dopaminergicznego służą do regulacji motoryki (czyli już domyślacie się, skąd zataczanie się), pracy nerek i układu krążenia oraz oddychania.

Zaskoczę Was teraz: za to, że mężczyźni częściej wpadają w uzależnienie, jest właśnie odpowiedzialna wydzielana w ich organizmach dopamina, której po wypiciu jest więcej niż u kobiet! Sprawdzili to naukowcy z uniwersytetów Yale i Columbia. DoktorAbi-Dargham jest zresztą cenioną badaczką wykorzystującą PET do badania układu nagrody. Ale to opowieść na inny wpis.

Oczywiście nie możemy powiedzieć, że po prostu dopamina to jedyny czynnik sprawiający, że alkohol jest „fajny”; byłoby to zdecydowanie zbyt dużym uproszczeniem. 

Kolejnym czynnikiem sprawiającym, że lubimy alkohol, jest jego działanie zwane depresyjnym. Tu przypomnę, że termin ten odnosi się nie do „powodowania depresji” (jak czasami w dobrej wierze próbują wyjaśniać ludzie w internecie), ale do „hamowania” czy „tłumienia” czynności różnych obszarów mózgu, co dodatkowo, wraz ze wzrostem aktywności neuroprzekaźników, powoduje lepsze samopoczucie, wyższą samoocenę, uczucie błogości, napływ odwagi, łatwość nawiązywania kontaktów i... z czasem zamienia się w bełkotliwą mowę, zaburzenia równowagi, zaburzenia świadomości, utratę panowania nad zwieraczami i ten nieszczęsny telefon do eks o pierwszej w nocy.

Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak działa na ludzi alkohol, po prostu idźcie na imprezę i nie pijcie, za to obserwujcie ludzi – mniej więcej po godzinie, kiedy większość z nich zaczyna wprowadzać do organizmu objętość alkoholu, której nie da się na bieżąco przetworzyć, zaczynają być widoczne efekty. Możecie też obejrzeć świetny filmik doktorantki neurologii:

Jak słusznie zauważyliście na Twitterze:s://twitter.com/cosmicfavoreq/status/1659824931499130883?s=20https://twitter.com/cosmicfavoreq/status/1659824931499130883?s=20https://twitter.com/cosmicfavoreq/status/1659824931499130883?s=20tthttps://twitter.com/cosmicfavoreq/status/1659824931499130883?s=20pshttps://twitter.com/cosmicfavoreq/status/1659824931499130883?s=20://https://twitter.com/cosmicfavoreq/status/1659824931499130883?s=20twitter.com/cosmicfavoreq/status/1659824931499130883?s=20

za to, co dzieje się z nami po wypiciu oraz za to, że sięgamy po kolejnego i kolejnego drinka, odpowiada zahamowanie przewidywania konsekwencji. I jest to jednocześnie jeden z powodów uzależnienia oraz największa przeszkoda w wychodzeniu z nałogu; osoby długo uzależnione mają tak zaburzoną czynność płatów czołowych, że nie są w stanie rozumować racjonalnie. Dlatego właśnie opisane w poprzedniej części podejścia do leczenia, takie jak moralne, nie mogą skutecznie zadziałać. Czym szybciej jednak przestaniemy pić ryzykownie, tym lepiej dla naszego mózgu i tym większa szansa na utrzymanie jego czynności w zdrowiu. Jeśli chcecie poczytać więcej o płatach czołowych i uzależnieniu, polecam to badanie: https://academic.oup.com/alcalc/article/36/5/357/233635.

Oprócz płatów czołowych uszkodzeniu ulega w zasadzie cały mózg, bo neurony zaczynają obumierać (następuje z czasem atrofia [zanik] struktur mózgu). Nie ma nic przesadzonego w kampanii, która informowała, że każdy kieliszek to śmierć tysięcy neuronów – nie od razu, ale efekt kumuluje się z czasem.

Tak więc po pierwsze, uzależnienie powoduje zmiany w płatach czołowych, co już wiemy – i ten obszar mózgu jest najbardziej narażony na zniszczenia. 

Poza tym osoby uzależnione podatne są na rozwój zespołu Wernickego-Korsakowa, o którym już wcześniej wspominałam. Jest to wyniszczająca choroba neuropsychiatryczna, której główną przyczyną w przypadku uzależnionych jest niedobór tiaminy (witaminy B1). Opiszę tę chorobę dokładniej w kolejnej części: na razie ważna dla nas jest informacja, że wiąże się ona z uszkodzeniem układu limbicznego (jest to pojęcie fizjologiczne, nie anatomiczne), wzgórza (to tutaj skupia się większość istoty szarej) i podwzgórza.

Bardziej podatna na uszkodzenia wydaje się też prawa półkula mózgu, co zaburza emocje (pacjenci mają tzw. płaski afekt). Do tego długotrwałe picie zmienia czynność neuroprzekaźników, a te z kolei wpływają na działanie całego organizmu.

O tym, jakie narządy i układy narządów ulegają zmianom (często prowadzącym do zgonu) będzie w kolejnym odcinku.


 https://twitter.com/cosmicfavoreq/status/1659824931499130883?s=20

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O uzależnieniu od alkoholu... (1)

... czyli czemu specjaliści zdrowia psychicznego „czepiają się” promocji piwa w majówkę. Bardzo subiektywny tekst, ale nie umiem przejść obojętnie wobec tematu. Jak co roku już tradycyjnie w długi majowy weekend pojawiły się w sklepach promocyjne zestawy piwa i innych alkoholi – i jak co roku na Twitterze rozgorzała dyskusja na temat „zakazu picia” (jak to interpretuje sporo internautów). I jak co roku cierpliwie lekarze, psychologowie i naukowcy wyjaśniają, że przecież nikt niczego zakazywać nie chce, prohibicja przecież nie ma racji bytu, a po prostu chcemy mieć bardziej świadome społeczeństwo i przestać akceptować nieetyczne reklamy alkoholu. Jak bumerang wraca też argument: „przecież ludzie mają swój rozum i silną wolę, ja umiem pić, tylko winko z żoną do kolacji, nigdy się nie upijam, kupię sobie te 24 piwa w promocji i będę pić przez rok”. Naszym celem jednak nie jest wmawianie nikomu, że jest „słaby” albo „nie umie pić”, bo są to założenia z gruntu błędne – chcemy po  prostu...

Skąd tabletka wie, że boli mnie lewa kostka, czyli o bólu i jego leczeniu (1)

 Ból jest nieodłączną częścią naszego życia: towarzyszy nam już od czasu przed narodzinami aż do śmierci. Często narzekamy, że coś nas boli i marzymy o życiu bez bólu, ale czy to byłoby dla nas dobre? Podstawowym „zadaniem” bólu jest przecież ochrona organizmu przed pogorszeniem stanu czy urazu – kiedy coś nas boli, odruchowo chronimy bolące miejsce, łapiąc się za głowę, rękę czy policzek lub kuląc się w przypadku bólu brzucha. Następnie podejmujemy kolejne działania mające na celu przyniesienie ulgi w bólu poprzez opatrzenie rany, wyjęcie drzazgi z palca lub przyłożenie zimnego lub gorącego kompresu. Czasami bierzemy też środki uśmierzające ból. Czy można w ogóle nie czuć bólu? Niestety (!) można: bólu nie czują osoby z uszkodzonymi określonymi nerwami, ponieważ sygnał o urazie nie dociera wtedy do mózgu. Najbardziej znanym przypadkiem takiego uszkodzenia jest neuropatia cukrzycowa, w przebiegu której występują zaburzenia czucia, zwłaszcza w dłoniach i stopach. W efekcie pacjenci ...