Przejdź do głównej zawartości

Na drzewie w Parczewie

Co mają ze sobą wspólnego objawienia, Marsjanie, psychologia i cynamonka?

Kilka dni temu Polska żyła wizerunkiem Matki Boskiej na drzewie (lub Conchity Wurst, według pewnego księdza).

 Drzewo w Parczewie. Screen z YT.

Ciężko tu o decyzję, bo o ile Conchitę jednak wszyscy widzieliśmy, to Matka Boska pozostaje dla nas wyobrażeniem ze sztuki na przestrzeni wieków (a także innych objawień?)... jednak dla wielu osób pojawienie się tajemniczej twarzy stało się okazją do pielgrzymek i modlitw. Ale co to ma wspólnego z Marsjanami, o cynamonce nie wspominając?

Wszystko to łączy pareidolia, czyli wrodzona ludzka skłonność do postrzegania w pozornie niemających żadnego konkretnego kształtu wzorach (ale również dźwiękach) znajomych i mających znaczenie obrazów. Najczęściej obrazy te są obrazami zwierząt lub ludzi, a szczególnie twarzy ludzkich, a psychologia oczywiście ma na to wyjaśnienie, które zaraz poznamy.

Zanim jednak to zrobimy, polecam krótki eksperyment: narysujcie na kartce oddzielnie trójkąt i kwadrat, a następnie poproście kilka osób o połączenie ich w dowolny sposób w całość. Okaże się, że większość zbuduje „domek”: to właśnie doskonale wyjaśnia pareidolię, będącą ewolucyjnie rozwiniętą potrzebą poukładania świata i nadania mu swojskiego kształtu.

Psychologia ewolucyjna, czyli dziedzina nauki zajmująca się wzorcami zachowań utworzonymi w toku ewolucji biologicznej, wyjaśnia to zjawisko w prosty sposób: dzięki „widzeniu wszędzie twarzy” (lub zwierząt) nasi przodkowie rozwinęli dwie potrzebne cechy: rozpoznawanie ludzi przez dzieci i rozpoznawanie drapieżców przez dorosłych. Dzieciom reagowanie na twarze zapewniało interakcję potrzebną do tego, żeby tworzyć więź pozwalającą na przetrwanie, natomiast w kwestii drapieżców zdecydowanie zawsze było lepiej zakładać, że coś, co wydaje nam się tygrysem szablozębym, jest tygrysem szablozębym, parafrazując słynny cytat Christophera Frencha.

Pareidolia pomaga czasami również w dostarczeniu swego rodzaju komfortu psychicznego. Jak? Któż nie pamięta słynnej relacji Charlesa Nolanda i Wilsona z Cast Away?

Z badań wynika, że na doświadczanie pareidolii, oprócz dzieci, podatne są głównie kobiety (ze względu na to, że lepiej potrafią odczytywać emocje z ludzkich twarzy – dotyczy to także osób z ADHD), osoby żyjące w stresie, wierzące w czynniki nadprzyrodzone oraz osoby głęboko wierzące. Jednak każdy z nas ma tę skłonność, jak udało nam się dzisiaj sprawdzić na Twitterze w dwóch wątkach: Marsjańska jaskinia i Miś na Marsie? Polecam gorąco, to świetna zabawa i okazja do przekonania się, jak niewiele osób widzi coś innego (ktoś zauważył peryskop, a ktoś inny... zszywacz biurowy).

W kontekście religijnym najczęściej „objawia się” twarz Jezusa, Maryi, a czasami świętego; zwykle objawienie to wiąże się z konkretnym wizerunkiem znanym ze sztuki (no bo kto widział Maryję?) lub zdjęcia (jak w przypadku pewnej cynamonki, do której zaraz dotrzemy). 

Oczywiście nie bylibyśmy ludźmi, gdybyśmy pareidolii nie zmonetyzowali: najsłynniejszy kawałek grzanki z Dziewicą Maryją poszedł za 28 000 dolarów na eBayu w 2004 roku (ale cała kwota trafiła na konto fundacji charytatywnej).

A piece of cheese on toast purportedly showing the Virgin Mary

I żeby zamknąć temat religijny: innym przykładem była Nun Bun, czyli cynamonka z Nashville:

http://icbseverywhere.com/blog/wp-content/uploads/2009/05/nunbunside1.jpg 

Więcej przykładów, w tym oczywiście latającego Potwora Spaghetti, znajdziecie tutaj.

No dobrze, ale Marsjanie?

Pareidolia jest też nierozerwalnie związana z kosmosem. Od zarania dziejów ludzie próbowali nadać sens na przykład nocnemu niebu, tworząc legendy związane z obrazami wyrysowanymi na nim przez gwiazdy: tak właśnie powstały gwiazdozbiory oraz asteryzmy. Oczywiście nasza potrzeba oswajania tego co nieznane, miała też dość niespodziewane skutki, takie jak wymyślenie całej marsjańskiej cywilizacji, powoli ginącej z powodu braku wody. I jeśli myślicie, że pomysł ten powstał w umyśle przypadkowego obserwatora, to bardzo się mylicie: poznajcie słynnego astronoma, Percivala Lowella.

undefined

Lowell (1855–1916) był matematykiem i astronomem, a także biznesmenem, a dzięki swoim wpływom i finansom był w stanie zbudować obserwatorium astronomiczne w Arizonie. W obserwatorium tym poświęcił się szczególnie studiowaniu planet (Marsa i Wenus) z wykorzystaniem niewielkich – w porównaniu z innymi obserwatoriami – teleskopów. Twierdził bowiem, że mniejsze teleskopy lepiej nadają się do wizualizacji szczegółów na powierzchni naszych sąsiadów. Och, Percivalu, jakże się myliłeś! 

Całe zamieszanie związane z marsjańską cywilizacją miało początek w jeszcze innej pareidolii, której uległ kolejny słynny astronom, Giovanni Schiaparelli (1835–1910), a dodatkowo sprawę powikłało kiepskie... tłumaczenie z włoskiego na angielski. Jak do tego doszło?

Schiaparelli poświęcił sporo czasu na obserwację Czerwonej Planety; astronomem był niezłym, ale zdaje się, że gorzej znał się na optyce i zjawiskach powodujących zniekształcenia i iluzje optyczne, więc mapa Marsa, którą stworzył, nie miała kompletnie nic wspólnego z rzeczywistością:

undefined

Według niego na Marsie znajdowały się koryta rzek z dopływami, przesmyki, oceany i kontynenty, a dzięki właśnie „canali”, czyli podłużnym zagłębieniom, na Marsie możliwy był przepływ wody zapewniającej życie (Schiaparelli słusznie zaobserwował brak deszczu).

Kiedy jego prace zostały przetłumaczone na język angielski, wkradł się błąd, który kosztował Lowella wiele czasu zmarnotrawionego na ściganiu fałszywego założenia: otóż „canali” przetłumaczono jako „canals” (czyli wykonane przez Marsjan przekopy) zamiast „channels”, co było podstawą do założenia, że kanały te przekopali Marsjanie, którzy chcieli podtrzymać dogorywającą pustynną cywilizację.Według Lowella kanały te prowadziły od pokrytych lodem regionów podbiegunowych do siedzib mieszkańców Marsa:

undefined 

Obecnie wiemy już, że na Marsie życia nie ma, a przynajmniej nie w takim sensie, w jakim istnieje ono na naszej planecie. Jednak to właśnie tym dwóm panom z pareidolią zawdzięczamy fantastykę naukową i godziny spędzone na czytaniu o obcych cywilizacjach. Może jednak pareidolia nie jest taka zła?

Post scriptum.

Niestety i psychologia nie oparła się magii pareidolii: przez długi czas wykorzystywano do oceny stanu pacjentów tzw. test Rorschacha, czyli test plamy – serię bezkształtnych obrazów, które pacjent miał zinterpretować. Dla mnie to trochę trąci jednak naciągactwem i wpatrywaniem się w szklaną kulę, choć na bazie pomysłu Rorschacha zdołaliśmy wypracować także narzędzia rzeczywiście rzetelne i przydatne zwłaszcza w pracy z młodszymi pacjentami oraz osobami w traumie czy z silnymi deficytami kognitywnymi.

A Wy co widzicie?


 


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O uzależnieniu od alkoholu (3)

O tym, jak alkohol wpływa na fizjologię Wiemy już, że alkohol uszkadza mózg – skupiliśmy się poprzednio na neuronach i dopaminie, a teraz czas po kolei zapoznać się z uszkodzeniami poszczególnych układów i narządów. Gdyby spytać, który narząd cierpi najbardziej przez alkohol, to większość osób (które nie czytały poprzedniej części ) zgodnie odpowie: wątroba. I choć rzeczywiście wątroba ponosi ogromne koszty nałogowego picia, wszak odpowiada za metabolizm wlewanej w nią trucizny, to jednak uznaje się, że największe szkody alkohol wyrządza w mózgu (mózgu przeszczepić się nie da) i sercu, co wiąże się też z ogromnym stanem zapalnym, który powstaje podczas długotrwałego zwiększonego spożywania alkoholu – czyli negatywnymi zmianami w układzie odpornościowym. Warto o tym pamiętać, bo sam w miarę dobry stan wątroby nie zawsze oznacza, że alkohol nie wyrządził już poważniejszych szkód. Jeśli chodzi o układ pokarmowy, ciekawym zagadnieniem jest uszkodzenie trzustki , które może prowadzić także ...

O uzależnieniu od alkoholu (2)

 Dlaczego lubimy alkohol i co robi on z naszym mózgiem? Wiemy już, że alkohol jest z nami od dawna – odkryty zapewne przypadkowo, kiedy ktoś zjadł sfermentowane owoce na wzór zwierząt, które je jadły i nie padły – i poczuł się... no właśnie, jak? Według niektórych badań nawet niemal 97 mężczyzn i prawie 95% kobiet odczuwa... szczęście i zadowolenie podczas picia alkoholu. Wiąże się to głównie z substancjami, które nazywamy neuroprzekaźnikami: dzięki nim neurony mogą się komunikować, modulując resztę organizmu, w tym zachowanie człowieka. Alkohol, czyli w naszym przypadku etanol, wpływa na aktywność neuronów związanych z mezolimbicznym szlakiem dopaminergicznym . Wyjaśnijmy sobie to pojęcie, bo przyda się nam jeszcze nie raz. Jednym z najbardziej „wrednych” układów w naszym mózgu jest układ nagrody i to właśnie w nim dopamina odgrywa tak ważną rolę. W teorii służy nam do powtarzania bodźców dających satysfakcję (w postaci odpowiednich neuroprzekaźników stymulujących właściwe horm...

O uzależnieniu od alkoholu... (1)

... czyli czemu specjaliści zdrowia psychicznego „czepiają się” promocji piwa w majówkę. Bardzo subiektywny tekst, ale nie umiem przejść obojętnie wobec tematu. Jak co roku już tradycyjnie w długi majowy weekend pojawiły się w sklepach promocyjne zestawy piwa i innych alkoholi – i jak co roku na Twitterze rozgorzała dyskusja na temat „zakazu picia” (jak to interpretuje sporo internautów). I jak co roku cierpliwie lekarze, psychologowie i naukowcy wyjaśniają, że przecież nikt niczego zakazywać nie chce, prohibicja przecież nie ma racji bytu, a po prostu chcemy mieć bardziej świadome społeczeństwo i przestać akceptować nieetyczne reklamy alkoholu. Jak bumerang wraca też argument: „przecież ludzie mają swój rozum i silną wolę, ja umiem pić, tylko winko z żoną do kolacji, nigdy się nie upijam, kupię sobie te 24 piwa w promocji i będę pić przez rok”. Naszym celem jednak nie jest wmawianie nikomu, że jest „słaby” albo „nie umie pić”, bo są to założenia z gruntu błędne – chcemy po  prostu...